Który region w Polsce może szczycić się największym bogactwem obyczajów wielkanocnych? Które z nich są najciekawsze? Jakie pozostały w naszych domach do dziś? Wspominamy o kilku przykładach ciekawych tradycji i obyczajów.
Wielki Tydzień zaczyna się od Niedzieli Palmowej, zwanej kwietną lub wierzbną. Ale już 7 dni przed nią przestawano w niektórych wsiach polskich piec chleb. Ktokolwiek odważyłby się złamać ten zakaz, sprowadziłby na wieś suszę. W Niedzielę Palmową do kościoła zanoszono do święcenia gałązki wierzbowe, które miały odżegnywać zło, nieszczęście i choroby. Z oczywistych względów w Polsce to one zastępowały gałązki palmowe. Ta tradycja jest w całej Polsce chyba najbardziej powszechna i wywodzi się z opowieści o tryumfalnym wjeździe Chrystusa do Jerozolimy, kiedy to mieszkańcy ścinali gałązki palm, wymachiwali nimi radośnie i tworzyli z nich zielony kobierzec na drodze. Gałązki palmowe były oznaką szacunku, świętości, zwycięstwa.
Bazie, czy tzw kotki wierzbowe - będące symbolem budzacej się przyrody wkładano do uli a nawet jedzono, aby zapobiec chorobom. O tym obyczaju Zofia Kossak pisała: „Wychodząc po nabożeństwie z kościoła, należy połknąć parę poświęconych baziek. Miękkie, kosmate, z trudem przechodzą przez krtań, lecz zabieg wart jest trudu, chroni bowiem od chorób gardła na przeciąg roku”. Kroniki milczą o efektach medycznych... Odczytać w nich można natomiast jedno: bazie byłyby zmarnowane, gdyby po prostu je wyrzucono. Nawet po ich spaleniu, popiół rozsypywano, dzięki czemu nieszczęścia i choroby omijały domostwo, a zbiory były bogate. Na szczęście, obyczaj smagania gałązkami innych domowników przez tego, kto najwcześniej wstał, nie był traktowany zbyt dosłownie.
Zapewniwszy sobie już urodzaj, zabierano się do porządków. Nie tylko po to, by uroczyście przywitać święta. Porządki symbolizowały „wymiatanie” zimy z zakątków domu. Wraz z nią, znikało zło i wszystkie choroby.
Ważną tradycją było także „topienie Judasza” w Wielką Środę. Jest to do dziś praktykowany zwyczaj na Podhalu. Chłopcy ze słomy i starych ubrań konstruowali ogromną kukłę, którą nieśli na łańcuchach przez całą okolicę. Przy drodze ustawiali się mieszkańcy, którzy uderzali kukłę kijami. Na koniec wrzucano „zdrajcę” do stawu lub bagienka. Wymierzanej w ten sposób sprawiedliwości stawało się zadość.
Następnego dnia wspominano Ostatnią Wieczerzę. Stąd też brał się obrzęd obmywania nóg dwunastu kapłanom przez biskupa, co jest nawiązaniem do gestu Jezusa, który obmył nogi swoim dwunastu uczniom. W Wielki Czwartek milkły w kościołach wszystkie dzwony, a zastępowano je kołatkami.
Wieczornemu posiłkowi, chociaż jest to posiłek postny, towarzyszyła uroczysta atmosfera. Szczupak był w tym dniu niezastąpionym daniem. Wierzono, że budowa kości jego głowy zawiera w sobie kształty wszystkich instrumentów użytych do ukrzyżowania Chrystusa. Głowa szczupaka była więc ostrożnie usuwana i rozdzielana na części. Ciekawe, że ości przypominające „drabinę”, „krzyż” i „włócznię” są pojedyncze, natomiast „gwoździe” występują w parach. Legenda głosi, że szczupak był rybą złowioną w Wielki Czwartek i przygotowaną na Ostatnią Wieczerzę. Dawniej w Wielki Czwartek unikano rozmawiania o rzeczach doczesnych. Skupiano się wtedy na refleksji i poważnych dyskusjach.
W Wielki Piątek przeżywano Drogę Krzyżową, by na jej końcu złożyć Jezusa do grobu. Słynny etnograf prof. Cezaria Baudouin de Courtenay-Jedrzejewiczowa opisała ten zwyczaj następująco: „W Wielki Piątek są zwiedzane Groby Pańskie. W Polsce za czasów królewskich i później do połowy XIX wieku obowiązkowe było noszenie ciemnych ubrań. Duże kościoły miały modelowane ogrody z owsa w donicach i rzeżuchy z przodu Grobu. Pomiędzy nimi ustawione były skrzynie z piaskiem. Grób otoczony był przez drzewka cytrynowe i pomarańczowe i udekorowane kwiatami ze światełkami”. W Polsce Grób Pański odgrywał zawsze bardzo dużą rolę. Poza motywami religijnymi, składał się on także z elementów narodowych. Ten piątek to czas najściślejszego postu. Wtedy odwiedzano także groby bliskich. Urządzano również „rękawkę”, czyli rodzaj „stypy” sięgającej jeszcze czasów pogańskich. Podczas tych obrzędów turlano po grobach jajka, z których potem przyrządzano jajecznicę.
Ostatnie dwa dni postu upływały już pod znakiem poważnych przygotowań do Wielkanocy. Robiono wtedy „pogrzeb” żuru – potrawy spożywanej przez cały post. Dawano też upust niechęci do ryb, które przez cały tydzień „wyganiały” mięso z jadłospisu. Niekiedy przedstawiciela ryb – śledzia – z satysfakcją przybijano do drzewa. Wielka Sobota była już dniem radosnego oczekiwania. Koniecznie należało poświęcić tego dnia kosz z jedzeniem. Zawartość „święconki” różniła się w zależności od regionu. Nie mogło w nim jednak zabraknąć baranka (symbolizował Chrystusa), mięsa i wędlin.
Święcono też chrzan, bo „gorycz męki Pańskiej i śmierci została zwyciężona przez słodycz zmartwychwstania”, masło – oznakę dobrobytu, i jajka, czyli symbol narodzenia. „Święconkę” jadło się następnego dnia, tuż po Rezurekcji. Tego dnia święcono też wodę. Ta zyskiwała specjalne właściwości i według tradycji, działała lepiej niż współczesne kosmetyki. Dziewczęta obmywały sobie nią twarz, dzięki czemu znikały wszelkie mankamenty urody. Z poświęconym koszykiem trzykrotnie obchodzono dom, by tak odpędzić złe moce. Dniem długo oczekiwanej radości była Wielka Niedziela. W Tatrach huk petard i walenie w dzwony miały obudzić rycerzy. Zrobiwszy hałas, górale udawali się na Rezurekcję. Potem zasiadano do świątecznego śniadania. Najpierw dzielono się jajkiem. Na stole nie mogło zabraknąć baby wielkanocnej i dziada, czyli mazurka. Tego dnia młodzież urządzała osobliwe zawody, nazywane „walatkami” lub „na wybitki”. Ten, komu trafiło się jajo ze szczególnie twardą skorupką, wygrywał, a koszyk stłuczonych przez siebie jaj mógł podarować ukochanej lub ukochanemu.
Do dziś żywa jest, czasem nawet do przesady, tradycja lanego poniedziałku. Mało kto wie, że niektórzy traktowali ten zwyczaj jak symbol rozpędzania wiernych, właśnie za pomocą wody, w Jerozolimie, w okresie początków chrześcijaństwa. Inni natomiast interpretują go jako kontynuację obrzędu chrztu, obmycia z grzechu. Dziś w polskiej tradycji tego dnia polewa się dla żartów wodą inne osoby, nawet nieznajome. Polewanie wodą nawiązuje do dawnych praktyk pogańskich, łączących się z symbolicznym budzeniem się przyrody do życia i co rok odnawialnej zdolności ziemi do rodzenia. podczas polewania wodą młodzi obchodzili też domostwa i zbierali datki.
W wielkanocny poniedziałek brano też gałązki wierzby, które użyte były przy produkcji palm, i uderzano się nimi na szczęście – „śmigano się”.
fot. Własnoręcznie wykonywane kolorowe palmy wielkanocne oraz podhalańskie "topienie Judasza"