Święta w nowicjacie

Święta w nowicjacie

   Święta Bożego Narodzenia kojarzą się nam z rodzinną atmosferą. Czy taka też może mieć miejsce w nowicjacie, gdzie 8 kandydatów do życia zakonnego rozpoznaje swoje powołanie?

     Brata Antka zdrowo pokopał prąd, kiedy przeglądał lampki świąteczne. W kuchni zapanował jeszcze większy rozgardiasz. Ojciec Magister i Ojciec Rektor nie wypuszczają z rąk śpiewników Siedleckiego. A superumocowana na balkonie choinka przy udziale wiatru rozrzuca po okolicy swoje ozdoby. Co mogą oznaczać te dziwy? Święta Bożego Narodzenia w Nowicjacie!
     Jezus, Józef, Maryja i jest impreza! Chociaż nasi bliscy byli daleko, mogliśmy poczuć się jak… w domu. Były piękne życzenia, wspólne podziękowania, niekiedy przeprosiny, była możliwość, aby tak po prostu powiedzieć bratu: „Dobrze, że tu jesteś”.
Zgodziliśmy się, aby Dzieciątko połaskotało nas po sercach. Jezus pozwolił nam odczuć swoją obecność bardziej niż w ubiegłych latach. Jedna rzecz się nie zmieniła: w kuchni nieustannie parzy się mięta. Nasze serca potrzebują wzmocnienia ducha, a brzuchy domagają się pomocy w trawieniu.
     Lecz mimo wszystko ze wszystkich kątów naszego domu wciąż rozbrzmiewa: „Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie – i narodziłeś się Jezu – w naszej wspólnocie”.
 
Przybiega Nowicjusz do Ojca Magistra i woła:
- Proszę Ojca, choinka się pali!
A Ojciec Magister na to:
- Powiem tak: nie mówi się pali, tylko świeci.
Po chwili ten sam Nowicjusz woła:
- Proszę Ojca, firanki taż się świecą!
 
Wesołych Świąt oraz Bożego pokoju w Nowym Roku!