Pomoc zaofiarowało Haitańczykom już wiele państw i organizacji charytatywnych. Caritas Polska pozostaje w stałym kontakcie z przedstawicielami Caritas Internationalis, którzy udali się na miejsce tragedii w celu koordynacji pomocy. - Brakuje wody, żywności, schronienia. Mieszkańcy Haiti nadal są w szoku. Szukają swoich bliskich w gruzach gołymi rękami – donosi Karel Zelenka z regionalnego biura Caritas USA na Haiti.
- Uruchomiliśmy specjalny numer konta, na który można dokonywać wpłat. Zebrane środki zostaną przekazane do Caritas Haiti na zakup lekarstw, żywności i środków opatrunkowych - poinformował ks. Marcin Brzeziński, zastępca dyrektora Caritas Polska.
Osoby i instytucje, które chcą wspomóc akcję pomocy poszkodowanym mogą dokonywać wpłat na konto:
CARITAS POLSKA
ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
Bank Millenium S.A. 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384
z dopiskiem: HAITI
Darowizny w walutach obcych można przekazywać na następujące konto:
Bank Millenium S.A. al. Jerozolimskie 133, 02-304 Warszawa
S.W.I.F.T. BIGBPLPWXXX
euro (EUR): PL 23 1160 2202 0000 0000 3436 4677
z dopiskiem: HAITI
Można również wysyłać SMS o treści POMAGAM na numer 72052.
(za: www.ekai.pl)Ostatnie wiadomości z Haitifot. poniżej: Port-au-Prince. Ratownicy wyciągają z gruzowisk kolejne ciała ofiar. Układają je na ulicy, bo wszystkie kostnice są pełneFot. Patrick Farrell AP

Co najmniej 1500 ciał ofiar trzęsienia ziemi złożono już w kostnicy Szpitala Ogólnego w Port-au-Prince i na placu wokół niej. Furgonetki policyjne nieustannie dowożą nowe zwłoki, podczas gdy spod gruzów zrujnowanych domów wciąż dochodzą wołania o pomoc.
Ludność straszliwie zniszczonej dwumilionowej stolicy najbiedniejszego kraju Ameryki Łacińskiej spędziła drugą noc po trzęsieniu ziemi przy ogniskach, desperacko próbując odkopać spod gruzów wciąż jeszcze żywych albo już umarłych. Inni pilnując swych zawalonych domów przed szabrownikami.
Ocaleni po trzęsieniu ziemi proszą : Przyślijcie pomoc!
- Nie mamy nic. Ani gdzie się schronić, ani co jeść, ani co pić. Przyślijcie nam pomoc! - mówi, wymachując dłońmi przed telewizyjną kamerą mieszkaniec stolicy Haiti Port-au-Prince. Za nim ciągnie się wielkie gruzowisko, widać też kręcących się bez celu obdartych mieszkańców.
dy we wtorek karaibską wyspę dotknęło trzęsienie ziemi o sile 7 stopni w skali Richtera, w liczącym prawie dwa miliony mieszkańców mieście zawalił się co drugi budynek. Wybuchło wiele groźnych pożarów, których zdziesiątkowana straż pożarna nie była w stanie szybko ugasić.
Wczoraj rano liczbę ofiar śmiertelnych szacowano na 100 tys., ale wiadomo, że będzie ich więcej, bo w wielu miejscach z braku sprzętu i specjalistów nie jest prowadzona żadna akcja ratunkowa. Według niektórych ekspertów liczba ofiar może wzrosnąć nawet do miliona.
Ci, którzy przeżyli, śpią pod gołym niebem w obawie przed zapowiadanymi przez ekspertów wstrząsami wtórnymi. W nocy panują całkowite ciemności, bo elektrownia i sieć elektryczna zostały zniszczone. Nie działają wodociągi i kanalizacja.
Według Czerwonego Krzyża natychmiastowej pomocy potrzebują 3 mln osób, czyli co trzeci mieszkaniec wyspy. Chodzi przede wszystkim o wodę pitną, a także o jedzenie i lekarstwa.
Świat rzucił się na pomoc Haitańczykom. Barack Obama wysłał na wyspę 5 tys. żołnierzy, setki specjalistów i flotę okrętów z lotniskowcem "Carl Vinson" na czele, z którego ma być koordynowana pomoc. Ekipy ratownicze, medyczne i transporty z pomocą natychmiast wysłały też kraje UE.
Część dotarła już na wyspę. Ratowników ma wysłać także Polska. Problem w tym, że wyspa jest tak zniszczona, że przyjmowanie międzynarodowej pomocy idzie jak po grudzie.
Na lotnisku w Port-au-Prince zawaliła się wieża kontrolna i nie mogą lądować tam wielkie samoloty transportowe. Dopóki wieża nie zostanie odbudowana, samoloty naprowadzają kontrolerzy lotów z jednego z okrętów straży przybrzeżnej USA.
Duże transportowce lądują w sąsiedniej Dominikanie, a stamtąd pomoc dociera na Haiti mniejszymi samolotami lub samochodami. Ale to wszystko za mało, pracownicy organizacji humanitarnych z niecierpliwością czekają więc, aż lotniskowiec "Carl Vinson" dopłynie w okolice Port-au-Prince (co miało nastąpić w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego), bo jego pokład będzie można wykorzystać jako lądowisko.
Niesienie pomocy utrudniają też zniszczone drogi, które w wielu miejscach są całkowicie nieprzejezdne. Na dodatek z wyspy dochodzą pierwsze informacje o grabieżach, a żołnierze stacjonującego tam kontyngentu sił pokojowych ONZ przyznają, że nie są w stanie wszystkiego kontrolować. Np. ze zniszczonego więzienia w Port-au-Prince uciekli więźniowie skazani za najcięższe zbrodnie.
Dramatyczna sytuacja panuje w jedynym ocalałym w kraju szpitalu ONZ. - Jesteśmy przepełnieni. W ciągu godziny po trzęsieniu przyjęliśmy 800 pacjentów, wykonaliśmy 100 zabiegów. A ludzie ciągle przychodzą - mówi jego kierownik Daniel Desimone.
Pełne są też kostnice. Na ulicach Port-au-Prince leżą tysiące ciał przykrytych jedynie brezentowymi płachtami. Eksperci obawiają się wielkiej epidemii.
Źródło: Gazeta Wyborcza