Drodzy Przyjaciele misji!- Pozdrowienia z Bamendiou! - list od o. Stanisława Krzusia SchP

Drodzy Przyjaciele misji!- Pozdrowienia z Bamendiou! - list od o. Stanisława Krzusia SchP

     Serdecznie pozdrawiam Wszystkich, którzy będą czytali ten list z Bamendjou.
Po długim , a może dość długim czasie chciałbym przypomnieć o naszej misji w Bamendjou, która na dzień dzisiejszy należy do Wiceprowincji Kamerunu.

Mija trzeci rok od mojego przyjazdu do Bamendjou, to dawna polska misja, która od kilku lat podlega Prowincji Aragońskiej.
Może przypomnę że była założona przez polskich misjonarzy: ks Mirosława Wojdę, ks. Stefana Wojdę, ks. Bogdana Dufaja i ks. Kazimierza Chowańca. To dzięki nim i ich pracy Misja w Bamendjou może cieszyć się piękną Świątynią Centrum “Calasanz” i Domem Parafialnym w którym mieszkamy. Ludzie wspominają i pytają często o ks. Stefana pierwszego proboszcza pijarskiego parafii Bamendjou, a wiec i ja się ciesze, ze do dziś dobrze ich wspominają.
Misja posiada także stacje misyjne jest ich na dzień dzisiejszy dziewięć. Sześć stacji ma kaplice, a w trzech pozostałych wierni spotykają się w salkach szkolnych lub w domach prywatnych. Obecnie jesteśmy na ukończeniu kaplicy w Toba i jeśli wszystko będzie z planem poświecenie będzie możliwe w maju.
Od tego roku biskup przekazał nam pod opiekę wszystkie szkoły podstawowe katolickie, w obrębie naszej parafii, razem jest ich sześć. Łącznie mamy pod opieka 1600 dzieci w tym trzy przedszkola. Od trzech lat dzięki pomocy z Hiszpanii realizujemy projekt dożywiania dzieci z naszych szkół. Kuchnia przygotowuje jedzenie, najczęściej ryż z sosem i rybami, a następnie samochód rozwozi jedzenie po szkołach. Może jeszcze w tym roku rozpoczniemy remont dwóch szkol, które mogą się zawalić w każdej chwili. To tez dzięki pomocy z Hiszpanii.

Parafia w Bamendjou jest bardzo rozległa do najdalszej stacji trzeba pokonać dystans około 18 km, a wiec w porze deszczowej bez samochodu z napędem na cztery kola nie jest to możliwe, tym bardziej że teren jest górzysty. Właśnie kończy się pora sucha po czterech miesiącach zaczyna padać, chociaż jeszcze rzadko. Ludzie idą  już w pole by przygotować ziemię pod uprawę . Wszystko robią rękami nie ma żadnych maszyn, ani koni, ani wołów jak to za dawnych czasów było  w Polsce, zresztą na tym terenie, rzadko płaskim jest to niemożliwe. Głównie sadzą makabo, lniam -  to coś przypominającego ziemniaki ale bardzo wielkie, sieją także kukurydzę, fasolę oraz inne rzeczy raczej u nas nieznane. Najczęściej jedzą kukurydzę tzw. kus-kus a je się to rekami. Ludzie żyją tu wyłącznie z rolnictwa przemysł praktycznie nie istnieje.
Kamerun dzieli się na dwie części tzw. francusko-języczną i angielsko-języczną. Bamendjou należy do części francuskiej w szkołach obowiązkowy jest francuski i angielski. Ludzie starsi mówią w języku lokalnym ale 15 km od nas to już inny język. Ludzie są bardzo przyjaźni i otwarci, chociaż dzieci czasami jeszcze płaczą lub uciekają na widok białego...
W Bamendjou jestem obecnie z czterema kameruńczykami, wszyscy z części angielskiej. Ojciec Ange, hiszpan 80 lat, z którym bylem przez dwa lata obecnie jest w Bandjoun 25 km od Bamendjou, często jednak go odwiedzam albo on mnie.

A teraz w kilku zdaniach o tym co robimy. W tygodniu po mszy św. rano do około 13 godz. mam lekcje “informatyki” z dziećmi z naszych szkol głownie z ostatnią klasa tzn. z tymi, którzy w tym roku opuszczą szkolę. Przy parafii istnieje jeszcze sala informatyczna założona przez ks. Stanisława Chowańca. Komputery maja już więcej jak dziesięć lat. Ks. Stanisław jest często wspominany nie tylko jako proboszcz. Podczas swego pobytu tutaj uczył również informatyki. Wielu, dzięki jego pracy znalazło dobrą posadę, dzisiaj ja staram się kontynuować, to co on zaczął. Po południu, trzy razy w tygodniu do godz. 18,00 mam uczniów ze szkół średnich, najczęściej ci którzy zaczęli w szkole podstawowej. Po Świętach Bożego Narodzenia zacząłem powtórki z matematyki dla tych, którzy mają kłopoty pomnożyć 2*3 albo nawet dodać...Nie jest to nic dziwnego biorąc pod uwagę, że nauczycielka z wykształceniem gimnazjalnym ma w klasie 70 dzieci, a czasami i więcej. Poza tym moi współbracia uczą angielskiego w naszych szkołach, a po południu dla tych którzy chcą zrobić powtórkę.
Sobota to dzień pogrzebów, a jest ich dużo. W znacznej większości umierają ludzie młodzi, a przyczyna to malaria, aids lub inne choroby tropikalne. Oczywiście w tej kulturze jak ktoś umiera to zawsze szuka się winnego. Jeśli to jeszcze młody mężczyzna to pewnie otruty przez swoja żonę albo kogoś innego najczęściej z rodziny albo sąsiada. Zmarłego chowa się najczęściej w domu, w którym mieszkał albo obok. Nie robi się grobów najczęściej po jakimś czasie wyjmują czaszkę zmarłego i ją przechowują w jakimś sekretnym miejscu. Pogrzeb taki zwykle trwa ze dwie godziny z tzw. świadectwem o zmarłym. Nie zawsze są to pozytywne słowa, a wiec czasami jest “gorąco” a wiec trzeba szybko skończyć i wracać do domu. Poza tym to czci się tu bóstwa tzn. każda wioska ma miejsca gdzie składa się ofiary albo lasek gdzie się wchodzi rozsypując sól albo inne jedzenie. Wszystko to łączy się z tradycyjnym rytuałem. Tradycja wciąż jest bardzo żywa zwłaszcza wsród Bamileke, no ale o tym to może innym razem...

Ponieważ jest Wielki Post my również przygotowujemy się do Wielkanocy chociaż nie tak jak w Polsce. W najbliższa sobotę będziemy mieli pielgrzymkę do Tumi gdzie znajduje się klasztor sióstr Dominikanek, to również kaplica misyjna naszej parafii.
To kilka zdań, w których chciałbym przedstawić trochę naszej codzienności i naszej pracy. Dziękuję za wszelka modlitwę, wsparcie duchowe i materialne ze strony Wszystkich przyjaciół misji w Afryce. Ja również będę  pamiętał o Was w mojej modlitwie prosząc Boga by błogosławił Wam i Waszym rodzinom.
Z Bogiem
ks. Stanisław  Krzuś Sch.P

fot. poniżej: Bafia, styczeń 2010 r.