List od o. Andrzeja

List od o. Andrzeja

Ślę serdeczne pozdrowienia dla Was. Przed tygodniem upłynęło sześć miesięcy odkąd jestem tutaj w Chile. Czas mija niezwykle szybko pisze o. Andrzej Lisiak z Chile. 

Ślę serdeczne pozdrowienia dla Was! Przed tygodniem upłynęło sześć miesięcy odkąd jestem tutaj w Chile. Czas mija niezwykle szybko. Mam wrażanie, jakbym był tutaj dopiero miesiąc.

Wiele się dzieje i to pewno dlatego. Dodatkowo zmiana pór roku niby grudzień, a lato, Boże Narodzenie i upał, Wielki Post i idzie… jesień, a nie wiosna. To co najbardziej zwraca moją uwagę, to otwartość i serdeczność ludzi oraz ich wielka wrażliwość. Jak się spotykają, zawsze poświęcają Ci czas i uwagę. Kiedy przez miesiąc byłem w szkole językowej dla obcokrajowców, moją uwagę mocno zwróciło, że oni praktycznie zawsze mówią, że wszystko jest bardzo dobrze, łącznie z zadaniem, które może mieć mnóstwo błędów, a i tak będzie bardzo dobrze. Kiedy się witają, zawsze pytają "como estas?"  "jak się masz?". I chociaż Cię widzą pięć razy dziennie, za każdym razem będą o to pytać. Mężczyźni z kobietami witają się przez charakterystyczny pocałunek w policzek z cmoknięciem.

To co rzeczywiście tutaj widać, to także mało powołań. W naszej diecezji Villarica, na terenie której znajduje się Curarrehue pracuje w całej diecezji 40 kapłanów, podczas gdy w naszych w Polsce to setki kapłanów, a w krakowskiej, katowickiej czy tarnowskiej ponad tysiąc (w jednej diecezji). Podobnie sprawa ma się z pijarami, jest nas tu 15 (w tym trzech kleryków i 3, którzy przybyli po mnie), na szczęście w ostatnich miesiącach po mniej dojechało jeszcze 3 (dwóch Afrykańczyków i Hiszpan).

W czasie tego pół roku miałem okazję uczestniczyć w spotkaniach z młodzieżą w Santiago, z rodzinami w Malloco, posługiwać w parafii w Santiago, ponieważ zmarł tato naszego współbrata z Afryki, który jest Proboszczem w parafii. W związku z tym, że wyjechał na pogrzeb i nie miał go kto zastąpić, a ja w tym czasie byłem w Santiago w szkole językowej, posługiwałem w parafii przez ponad tydzień. Byłem na jednodniowej  pielgrzymce rodzinnej na wzgórzu San Cristobal. Uczestniczyłem na jednodniowej pieszej  pielgrzymce z młodzieżą do sanktuarium św. Teresy de Los Andes, która rozpoczęła się o 4 rano i trasa wiodła przez góry. Wyjechałem także z młodzieżą na akcję wakacyjną Trabajo de Verano, w czasie której pomagaliśmy potrzebującym ludziom z miejscowości Molina (kopaliśmy rowy odprowadzające wodę, składaliśmy meble, sprzątaliśmy obejścia), dla młodzieży licealnej i opiekunów na śniadanie była jedna bułka z masłem, albo jedna bułka z dżemem. To mnie zaskoczyło, a jednocześnie było tyle radości wśród młodzieży, uwzględniając że pracowaliśmy przed południem i po południu w temperaturze ponad 30 stopni. Uczestniczyłem też w spotkaniu ogólnochilijskim w La Serena, w który uczestniczyło 5 tys. młodzieży. Było to niezwykłe święto młodości i radości. Posługiwałem tam cztery godziny, spowiadając co było wielką radością, bo tutaj ludzie często się nie spowiadają.

Nie opisałem jeszcze pracy tutaj w Curarrehue, ale myślę, że można to zostawić na przyszły raz. To na co jeszcze chciałbym zwrócić, uwagę to przyroda. Poza trzęsieniem ziemi, którego raz silnie doświadczyłem w nocy, dla mnie jako biologa, to niesamowite doświadczenie obserwować i poznawać nowe gatunki roślin i zwierząt. Dodam, że oczywiście w otoczeniu przepięknych widoków, niespotykanych w Polsce jak wulkany, płaskowyże, niezliczona ilość wodospadów. Miałem okazję zobaczyć chilijskie kondory z szczytu wulkanu Sollipulli, który znajduje się na północnej granicy naszej parafii. W sumie trzy wulkany wytyczają granice naszej parafii od północy Sollipulli, od wschodu Lanin i od południowego zachodu Quetrupillan. Poznaję też powoli kulturę mapuczów i ich język.

Na koniec kilka słów o wierze. Wydaje mi się, że jest tu bardzo potrzebna ewangelizacja i katechizacja. Są tu wierzący, ale świadomość wiary i wiedza nie jest bardzo duża. Rzeczywiście czuję się jak na misjach, szczególnie kiedy na Mszę Świętą przyszły dzieci i pytały, kim jest ten Pan na krzyżu i dlaczego tam jest (dwukrotnie miałem taką sytuację). W wioskach gdzie ludzie mają tylko raz na miesiąc Mszę Świętą, ta świadomość wydaje się być jeszcze mniejsza. To co mnie tu zaskoczyło, pod względem religijnym, to miesiąc Maryi przeżywany od ósmego listopada do ósmego grudnia i wielki kult świętego Sebastiana w naszej parafii z procesją i ludźmi gromadzącymi się od 5 rana do 23 przed Jego figurą i na Mszy Świętej. Tyle nie mieliśmy nawet w Boże Narodzenie, chociaż na pasterkę sprawowaną na świeżym powietrzu też przyszło sporo ludzi. Nie ma tutaj jednak dużej świadomości przeżywania adwentu czy Wielkiego Postu. Rozpoczęliśmy Wielki Post w środę popielcową z małą garstką osób, w porównaniu do niedzieli, chociaż w niedziele mamy około 60-70 osób w głównej miejscowości. Drogi krzyżowej ludzie tutaj za bardzo nie znają. Mamy, ale przychodzą te same osoby co na codzienną Mszę Świętą  około 5. W Boże Narodzenie przygotowaliśmy żywe jasełka ze zwierzętami: owcami, końmi. Ludzie na szczęście chcą się angażować. I teraz w czasie Wielkiego Postu prowadzę chór, który przygotowuje pieśni na Wielki Tydzień (jesteśmy po pierwszej próbie i przyszło 8 osób, na szczęście zapowiedziały się kolejne). Planujemy także zrobić Misterium Męki Pańskiej. 

Wrażeń mam bardzo dużo, za wskazaniem ks. bp. Wojciecha Osiala z diecezji łowickiej, który mi pobłogosławił na wyjazd misyjny prowadzę dziennik i zapisuję już trzeci zeszyt, więc trudno to wszystko opisać krótko. Pracy nie brakuje jest tu dużo chrztów, do bierzmowania przygotowywało się 60 osób. Jest też wiele pogrzebów, które zawsze odprawiane są tak jak u nas kiedyś, z otwartą trumną, chociaż ciało jest za szybą. W pogrzebach licznie uczestniczą dzieci, raz jak przyjechaliśmy do pewnej rodziny ustalić szczegóły pogrzebu, to w pokoju ze zmarłym z otwartą trumną zastaliśmy trójkę małych dzieci w wieku około 10 lat, nikogo z dorosłych, podkreślę. W czasie gdy zmarły jest w domu, schodzą się członkowie rodziny, sąsiedzi, znajomi i czuwają przy zmarłym jednocześnie jedząc, rodzina przygotowuje posiłki. 

Proszę o modlitwę, ja też o niej pamiętam w mojej pracy i w parafii i w szkole i w przedszkolu. Z Panem Bogiem!

Serdecznie  pozdrawiam

o. Andrzej Lisiak SP