Zapraszamy do przeczytania listu od o. Janusza Furtaka, który przesyła informacje i refleksje dotyczące przeżywania Wielkiego Postu i Wielkanocy w Chile, gdzie pełni swoją misyjną posługę.
Wielki Post przeżywamy w tym samym czasie w całym Kościele katolickim. W Chile, jako że geograficznie znajduje się na drugiej półkuli, wiąże się z inną atmosferą przeżywania. Luty to drugi miesiąc wakacji letnich, więc ludzie są na urlopach i automatycznie od marca rozpoczyna się nowy rok szkolny. Kończy się lato i zaczyna jesień.
Dzień staje się krótszy, a noc dłuższa. Jest zwyczaj odprawiania droga krzyżowa, ale nie ma gorzkich żali. W Niedzielę Palmową wierni przynoszą gałązki zielone, ale nie będą to oczywiście "polskie bazie".
W Chile dniem wolnym od pracy jest Wielki Piątek, a Poniedziałek Wielkanocny to dzień powrotu do szkoły i pracy. Nie ma oczywiście zwyczaju polewania się wodą, czyli polskiego „śmigusa dyngusa " ani też święcenia pokarmów.
Nasza parafia w Curarrehue ma obowiązek i przywilej organizowania w pierwszą niedzielę marca Mszy Świętej przy krzyżu na granicy z Argentyną. Jest to zwyczaj od 1950 roku i jest dużym przedsięwzięciem. Trzeba zorganizować nagłośnienie, prąd, ołtarz, toalety. Przychodzi ponad 1000 osób. Od Centrum Curarrehue jest to ok 45 km . Droga jest asfaltowa, ale bardzo kręta i stroma. Przejście graniczne jest usytuowane u podnóża wulkanu o nazwie Lanin (3700 m npm) i jest tylko dla samochodów osobowych i autokarów, ale bez samochodów ciężarowych. Wokół krzyża rosną araukarie, czyli typowe stare drzewa tubylcze, dające jadalne owoce, coś w rodzaju żołędzi, ale o większych rozmiarach. Stanowią jeden z podstawowych produktów żywieniowych w tym regionie.
W Chile Wielki Tydzień ma nazwę Świętego Tygodnia, który kończy się w sobotę wieczór uroczystą liturgią i kolacją świąteczną, nie zaś śniadaniem wielkanocnym.
Oktawę Wielkanocy natomiast w Chile kończy Niedziela "Quasi modo" . Jest to dzień odwiedzania chorych w domach. W uroczystej procesji, często na koniach lub obecnie samochodami lub rowerami, wierni towarzyszą kapłanowi z Najświętszym Sakramentem. Dekorują wejście do domu chorego. Ideą jest, by towarzyszyć kapłanowi udającemu się do chorych. A zwyczaj i to święto jest związane z przypadkiem w przeszłości, że napadnięto raz kapłana i skradziono mu naczynia pozłacane. I żeby ta sytuacja się nie powtórzyła, ludność zaczęła towarzyszyć kapłanowi. Z czasem przekształciło się to w święto, którego nazwa jest od pierwszych słów antyfony do Eucharystii w języku łacińskim, która brzmi: „Jak niedawno narodzone niemowlęta, pragnijcie duchowego niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu".
o. Janusz Furtak SP